Marka z wierzgającym koniem w herbie to synonim luksusu i sportowych emocji. Jak wynika z danych encyklopedii internetowej Wikipedia włoski producent przeszedł długą drogę od wyścigowej stajni do giełdowego giganta. Sprawdzamy historię i strukturę własnościową słynnej firmy.

Obecnie przedsiębiorstwo z siedzibą w Maranello funkcjonuje jako potężna spółka akcyjna, notowana na giełdach w Nowym Jorku oraz Mediolanie pod wymownym symbolem RACE. Struktura własnościowa, ukształtowana na początku dwa tysiące szesnastego roku, opiera się na trzech głównych filarach. Największym pojedynczym udziałowcem instytucjonalnym jest holding Exor, do którego należy niespełna dwadzieścia trzy procent akcji. Dziesiątą część udziałów zachował Piero Ferrari, potomek założyciela, natomiast pozostała, przeważająca większość walorów znajduje się w rękach prywatnych inwestorów. Taki układ zapewnia firmie stabilność, a kierownictwo, z Benedetto Vigną i Johnem Elkannem na czele, może skupić się na rozwoju gamy modelowej oraz utrzymaniu ekskluzywności marki, która pod koniec ubiegłej dekady zatrudniała ponad cztery tysiące pracowników, a dziś śmiało planuje wyprodukować własne samochody elektryczne.

Trudna droga do niezależności

Zanim jednak włoski producent osiągnął obecny, w pełni niezależny status, przez wiele dekad funkcjonował w ramach większych struktur korporacyjnych. Z informacji opublikowanych na łamach Wikipedii dowiadujemy się, że historia marki Ferrari jako odrębnego bytu sięga tysiąc dziewięćset trzydziestego ósmego roku, kiedy to Enzo Ferrari oficjalnie założył przedsiębiorstwo. Warto jednak pamiętać, że motoryzacyjna pasja twórcy zaczęła materializować się dużo wcześniej, bo już pod koniec lat dwudziestych, kiedy z sukcesami prowadził stajnię wyścigową Scuderia Ferrari.

Prawdziwy przełom i debiut, jeśli chodzi o cywilne samochody, nastąpił tuż po drugiej wojnie światowej, w tysiąc dziewięćset czterdziestym siódmym roku. Wtedy to zaprezentowano model oznaczony symbolem 125 S, wyposażony w potężny, dwunastocylindrowy silnik o pojemności zaledwie półtora litra. Przez niemal pół wieku, począwszy od końcówki lat sześćdziesiątych, marka była ściśle związana z koncernem Fiata, współtworząc grupę wraz z Maserati. Co istotne dla tożsamości producenta z Maranello, zachowywał on w tym układzie dużą dozę niezależności konstrukcyjnej. Relacje z głównym udziałowcem bywały jednak dynamiczne. Wystarczy wspomnieć zawirowania finansowe z początku tego stulecia, kiedy to Fiat musiał ratować się sprzedażą ponad jednej trzeciej akcji włoskiej legendy sektorowi bankowemu, by po zaledwie kilku latach zdecydowaną większość z nich ponownie odkupić.

Inwestycja w luksus i unikalny styl

Dla ekspertów z branży flotowej, dla których codziennością jest leasing i zarządzanie rynkiem pojazdów premium, auta z Maranello stanowią zupełnie odrębną kategorię. Standardowy spadek wartości często ustępuje w niej miejsca zyskom z inwestycji kapitałowych. Auta te od zawsze uchodziły za symbol absolutnego luksusu, co w dużej mierze jest zasługą współpracy z wybitnymi studiami projektowymi. Głównym partnerem odpowiadającym za wyszukany styl karoserii przez lata pozostawała słynna firma Pininfarina, choć z usług stylistycznych korzystano także u takich mistrzów designu jak Bertone, Vignale czy Scaglietti.

Rekordowe transakcje na rynku klasyków

Doskonałym przykładem tego, jak klasyczna motoryzacja z najwyższej półki potrafi zyskiwać na wartości, jest historyczna transakcja z początku ubiegłej dekady. Wówczas to anonimowy kolekcjoner nabył unikatowy model 250 GTO za kwotę trzydziestu pięciu milionów dolarów, czyniąc go najdroższym autem tej marki w historii. Pojazd ten, należący niegdyś do legendarnego kierowcy wyścigowego Stirlinga Mossa, reprezentuje niezwykle krótką serię produkcyjną z pierwszej połowy lat sześćdziesiątych, liczącą zaledwie trzydzieści trzy egzemplarze. Nawet jak na współczesne standardy, klasyk dysponujący trzylitrowym silnikiem o mocy ponad trzystu koni mechanicznych potrafi zaimponować osiągami, pozwalając na sprint do setki w nieco ponad sześć sekund.

Siła wizerunku w popkulturze

Globalna rozpoznawalność marki budowana była nie tylko na torach wyścigowych i w ekskluzywnych salonach, ale również poprzez sprawną obecność w kulturze masowej. Charakterystyczne logo przedstawiające czarnego, wierzgającego konia, które Enzo Ferrari zapożyczył od Francesco Baracci, włoskiego asa lotnictwa z czasów pierwszej wojny światowej, stało się ikoną. Włosi tradycyjnie wierzą, że symbol ten przynosi szczęście, a w przypadku producenta włoskich supersamochodów przyniósł on bez wątpienia globalną rozpoznawalność.

Ferrari na szklanym ekranie

Pojazdy z Maranello regularnie ubarwiały światowe produkcje filmowe i telewizyjne. Z materiałów źródłowych wynika, że w kultowym serialu o detektywach z Miami początkowo wykorzystywano jedynie replikę włoskiego auta, zbudowaną na podwoziu amerykańskiego Chevroleta Corvette. Sytuacja zmieniła się, gdy sam producent zdecydował się podarować twórcom oryginalny, biały egzemplarz modelu Testarossa, dbając o właściwy, autentyczny wizerunek marki na ekranie. Z kolei w innej niezwykle popularnej produkcji telewizyjnej tamtych lat, główny bohater rozwiązywał zagadki kryminalne poruszając się charakterystycznym, czerwonym modelem 308GTS. Ta dbałość o obecność w świadomości widzów, kontynuowana także w nowszych produkcjach kinowych, do dziś stanowi istotny element budowania legendy włoskiej motoryzacji.